http://kiosk.onet.pl/art.asp?DB=162&ITEM=1175053&KAT=239
"Zwiastun śmierci
Poszczególne wypadki będzie pamiętał do końca życia
Od dziesięciu lat sprawia ludziom straszny ból. Kilka razy w
miesiącu. I
młodym, i starym. Bez wyjątku. Przynosi szok, przerażenie, łzy i
załamanie... Jest policjantem, a jego służba to zawiadamianie ludzi o
śmierci ich bliskich.
JOANNA TOMCZAK
Ciepłe popołudnie. Na ulicy Czerniakowskiej w Warszawie, jak co
dzień,
panuje duży ruch. Na poboczu leżą zwłoki przykryte czarną folią. Powiew
wiatru odsłania zakrwawioną dłoń. W stojącej obok Toyocie siedzi młoda
kobieta. Jest w szoku i ukrywa twarz w dłoniach. Na chodniku tłumek gapiów
dzieli się uwagami na temat wypadku - że to brawura, że nieuwaga, że
szkoda
człowieka...
Na miejscu pracują już policjanci z drogówki.- Ten chłopak miał pecha.
Dwa
samochody chciały jednocześnie zmienić pas ruchu. Zderzyły się i jeden z
nich wpadł na drzewo - wyjaśnia komisarz Armand Konieczny z wydziału ruchu
drogowego Komendy Stołecznej Policji. Jest szczupłym blondynem o niebieskich
oczach i ciepłym spojrzeniu. - Teraz czekamy na prokuratora - dodaje
komisarz. Mówi to ze stoickim spokojem. Musi być opanowany, by nie
zwariować. Od 10 lat jeedzi do wypadków śmiertelnych. Wszystko rejestruje w
pamięci, a potem zawiadamia ludzi o śmierci ich bliskich, opowiada, jak
zginęli...
Nie ma recepty
- Dobrowolnie zgłosiłem się do sekcji obsługi zdarzeń drogowych, jak to
się
wówczas nazywało. Taka praca jest ciekawsza niż stanie przy radarze albo
siedzenie za biurkiem. Przypomina nawet trochę pracę detektywa... -
policjant zawiesza głos.
Komisarz Konieczny rekonstruuje przebieg wypadków na podstawie ustawienia
pojazdów i pozostawionych śladów, rozpytuje świadków. Ale jego praca to
przede wszystkim ciągły kontakt ze śmiercią i ludzkim cierpieniem. - To
jest
wpisane w ten zawód i trzeba się do tego psychicznie przygotować. Do widoku
zwłok można się z czasem przyzwyczaić. To jak praca chirurga, który
przyzwyczaja się do operacji i radzi sobie, nawet gdy pacjent umrze mu na
stole - uważa komisarz. - Ale znam policjantów, którzy zajmują się
wypadkami
i znoszą to bardzo źle. Rozkawałkowane zwłoki leżące na jezdni robią
wrażenie. Dla mnie jednak trudniejsze do zniesienia byłoby, gdybym zobaczył
przytuloną do zmarłego płaczącą matkę - przyznaje, wskazując na ciało
młodego chłopaka, przykryte folią. - A często tak się zdarza. To
naprawdę
zostaje w pamięci.
Rozmowę przerywa prokurator. Komisarz Konieczny zdaje mu dokładną relację.
Zjawiają się też pracownicy zakładu pogrzebowego w czarnych kamizelkach.
Zakładają rękawiczki i razem z policjantem przeszukują zmarłego.
Dokumenty,
które miał przy sobie, wyjęto już wcześniej, by ustalić tożsamość.
Teraz
pozostaje tylko zabrać osobiste rzeczy - klucze, zegarek - by później
oddać
je rodzinie. Ale najpierw tę rodzinę trzeba zawiadomić...
W ciągu dziesięciu lat pracy przy wypadkach komisarz Armand Konieczny robił
to już wielokrotnie. - Nie ma recepty na to, jak należy przekazywać takie
informacje. Przede wszystkim nie powinno się robić tego przez telefon. Chyba
że ktoś z rodziny ofiary zadzwoni na policję i będzie się tego domagał.
W
szkołach policyjnych przyszli stróże prawa dowiadują się na zajęciach,
jak
informować o śmierci, ale teoria ma niewiele wspólnego z życiem.
- Trzeba po prostu umieć wyczuć sytuację. Każdy policjant jest trochę
psychologiem - ciągnie komisarz. - Można na przykład zacząć opowiadać,
że
wydarzył się wypadek. Najważniejsze, żeby zachowywać się taktownie i
delikatnie. Nie można też ot tak sobie poinformować kogoś o śmierci
bliskiej
osoby i wyjść. Jeśli ten ktoś jest sam w domu, nie wolno go tak zostawić.
Można zadzwonić do kogoś z rodziny albo pójść po sąsiadkę. Ważne, by
ten
człowiek znalazł się pod czyjąś opieką.
- Najlepszym nauczycielem jest życie - potwierdza Anna Modrzejewska z sekcji
psychologów stołecznej policji. To u nich policjanci, którym puszczają
nerwy, mogą uzyskać fachową pomoc. - Policjanci obserwują ludzkie reakcje
i
wyciągają wnioski. Na ich podstawie uczą się, jak się zachować.
A reakcje członków rodzin ofiar wypadków są nieprzewidywalne. - Liczymy
się
z tym, że ktoś dostanie zawału i trzeba będzie wezwać karetkę - mówi
komisarz. - Pewna kobieta, którą poinformowaliśmy o śmierci córki,
przytuliła się do mojego kolegi, osoby obcej. Kolega nie mógł jej
przecież
odepchnąć... Z kolei pewien mężczyzna wiadomość o tym, że jego córka
zginęła
w wypadku, przyjął spokojnie. Nie uronił ani jednej łzy.
Później policjanci dowiedzieli się, że zamknął się w sobie i na kilka
miesięcy odseparował się od świata. Anna Modrzejewska twierdzi, że w
takich
sytuacjach policjant powinien przede wszystkim słuchać, a mniej mówić. -
Nie
wolno wygłaszać idiotycznych słów pocieszenia ani mówić "proszę
się
uspokoić", bo to pogarsza sprawę - przekonuje.
Czasem jednak ludzkie reakcje zadziwiają nawet przyzwyczajonego do
niezwykłych zachowań komisarza. - żona pewnego rowerzysty, który zginął,
zapytała najpierw, czy rower jest cały - wspomina Armand Konieczny. Może
się
też zdarzyć, że zła wiadomość zostanie przyjęta z... radością. -
żona
ucieszyła się, gdy straciła męża, który pił i urządzał awantury -
opowiada
policjant.
Ja tu tylko pracuję
Psycholodzy twierdzą, że nie można tak po prostu przyzwyczaić się do tej
pracy. Ludzie, którzy z racji wykonywanego zawodu muszą informować o
śmierci, wciąż są poddawani ogromnemu stresowi. Zaś zadaniem
specjalistów od
psychiki jest pomoc w znalezieniu jak najlepszego sposobu na odstresowanie i
zmniejszenie obciążenia psychicznego.
- To dla mnie zawsze makabryczna sytuacja, gdy muszę wyjść do rodziny
pacjenta i powiedzieć, że właśnie zmarł - zwierza się Tomasz Miłek,
chirurg
ze szpitala przy ulicy Barskiej. - Gdybym miał ocenić rozmiar stresu w skali
od 1 do 100, to dałbym 200. Każdy z nas kogoś kiedyś stracił, więc
doskonale
wie, co czuje rodzina zmarłego. Lekarz często ma także poczucie winy,
dlatego, że robił wszystko, aby uratować chorego i poniósł porażkę.
Takie
zdarzenia często pamięta się do końca życia.
- Czasami brakuje słów i ściska w gardle - dodaje kapitan Adam Gruszka z
XII
zmechanizowanej brygady saperów w Szczecinie. Był jednym z tych, którzy
przekazywali straszną nowinę rodzinie żołnierza poległego niedawno w
Iraku. - Otarłem się w życiu o wiele sytuacji podbramkowych, ale tu łzy
stanęły mi w oczach. W końcu w warunkach pokoju żołnierze nie giną
codziennie.
Zdaniem psycholog Bożeny Winch, pracującej m.in. z lekarzami, człowiek, do
którego obowiązków należy przekazywanie informacji o śmierci, musi
uodpornić
się na lęk przed sprawianiem bólu innym. - Nie jest to łatwe, ponieważ
najczęściej boimy się intensywnych reakcji ludzkich. Takie osoby bardzo
często przez lata wykształcają w sobie postawę obserwatora, człowieka
stojącego z boku. Potrafią sobie powiedzieć: "ja tu pracuję". -
Można z tym
żyć. Nie wolno tylko rozpamiętywać i zastanawiać się nad tym zbyt
intensywnie. Trzeba nauczyć się odseparowywać od emocji - potwierdza Armand
Konieczny.
Cieszę się życiem
- Kandydat na policjanta przechodzi szczegółowe testy psychologiczne -
Dominika Maliszewska, psycholog ze szkoły policyjnej w Legionowie zajmuje
się badaniem tych, którym marzy się kariera porucznika Borewicza. - Nie
może
to być osoba ze skłonnościami do agresji. Musi umieć kontrolować samego
siebie w sytuacjach stresowych. Anna Modrzejewska z sekcji psychologów
dodaje, że policjant powinien jeszcze umieć we właściwy sposób
odreagować
negatywne emocje.
- To, czy komuś drżą ręce na widok martwej kobiety lub umierającego
dziecka,
okazuje się dopiero na miejscu - przez zastępcę naczelnika stołecznej
drogówki Mirosława Maksimiuka przemawia tak zwana życiowa mądrość i lata
doświadczenia. - Kogoś, kto ewidentnie nie radzi sobie z takimi trudnymi
sytuacjami, odsyła się do innych zadań. - Czasami bardzo pomaga im rozmowa
z
kolegą, partnerem, który uczestniczył w zdarzeniu - uważa Anna
Modrzejewska.
- Faktycznie, sporo rozmawiamy z sobą na te tematy i jest to forma terapii,
o której nawet nie wiemy - przyznaje inspektor Wojciech Pasieczny. Inspektor
rozumie Armanda Koniecznego jak mało kto. W końcu on także zajmuje się
wypadkami. - Armand jest twardzielem, ale jednocześnie człowiekiem ogromnie
wrażliwym, ciepłym i życzliwym. Kiedy zginął nasz kolega, widziałem, że
na
pogrzebie był mocno podłamany - mówi. - Jest bardzo oddany swojej rodzinie.
Poza tym ma ogromne poczucie humoru. Obaj lubimy zdrowo się pośmiać i
powygłupiać. W końcu my także jesteśmy ludźmi.
Dla komisarza Koniecznego najlepszą metodą na odreagowanie stresów jest
kontakt z naturą. - Jestem meteopatą. Jak jest ciepło, świeci słońce i
drzewa kwitną, to czuję, że żyję - śmieje się.
Gdy jednak wszystkie sposoby radzenia sobie z obciążeniami psychicznymi
zawiodą, policjant może skorzystać z pomocy psychologa. - Każdy człowiek,
nawet najbardziej odporny psychicznie, może po jakimś czasie lub wydarzeniu
poczuć, że już nie wytrzymuje napięcia - twierdzi Mariola
Wołoszyn-Siemion,
kierownik sekcji psychologów Komendy Stołecznej Policji. - Czasami
policjanci przychodzą do nas z własnej woli, ale zdarza się i tak, że są
kierowani przez przełożonych. Jest tak, bo prawie każdy policjant ma w
sobie
coś z Johna Wayne'a, który świetnie radzi sobie w każdej sytuacji i
sądzi,
że nie wypada mu okazywać słabości. Dlatego często nie przyznają się,
że
dzieje się z nimi coś niedobrego.
Armand Konieczny
... read more »